Poczuj boho vibes i oddaj się kolorom – historia marki Soutacheria.

Jeśli zastanawiacie się, kto kryje się za marką Soutacheria…

Dawniej farmaceutka w białym fartuchu, a dziś jestem projektantką i twórczynią designerskiej tekstylnej biżuterii – dla Kobiet kochających barwne dodatki, dla Kobiet czujących boho vibes, dla Kobiet Czarodziejek, które małymi drobiazgami zmieniają swoje stylizacje w wyjątkowe kreacje – po prostu dla Kobiet celebrujących życie we wszystkich jego odcieniach.

Cieszę się, że tu jesteś i czytasz moje słowa.

Pokochaj kolory, jak i ja…

Twoja marka nosi nazwę “Soutacheria ”. Dlaczego postawiłaś na taką nazwę? Kryje się za nią jakaś historia? Opowiedz nam.

Nazwę „Soutacheria” wymyślił mój mąż, a wzięła się od nazwy samej techniki „haft soutache”. Gdy zaczynałam przygodę z rękodziełem – haft soutache był wówczas czymś nowym, niespotykanym, więc i nazwa wydawała się inna i intrygująca.

Dzisiaj wciąż zajmuję się haftem soutache, ale też szeroko pojętą biżuterią tekstylną, gdyż robię dodatki z lnu, szyfonu, wiskozy. Natomiast nazwa została ta sama, ponieważ moje klientki przez lata już się do niej przyzwyczaiły. W sumie ja również.

Jaka jest specjalizacja Twojej marki? Co znajdziemy w Twojej ofercie?

Biżuteria tekstylna, a to dlatego, że kocham materiały, tekstury, kolory.

Tworzę metodą haftu soutache. Szyję ręcznie z jedwabnych włoskich sznurków. Skupiam się na tym, aby dodatki były lekkie i „do noszenia”, a nie do szuflady. Także ozdabiam haftem torebki. A z tkanin – szyfonu, muślinu, lnu, wiskozy – robię delikatne i zwiewne kolczyki kwiaty.

Jednym zdaniem podsumowałabym swoją ofertę – „dodatki dla Kobiet kochających kolory i czujących boho vibes”.

Co się przyczyniło do stworzenia własnej marki? Dlaczego akurat taka dziedzina?

Życie. Z wykształcenia jestem farmaceutką i jak to w życiu bywa – łączenie pracy na etat z byciem mamą okazało się logistycznie trudne. 

Gdy dzieciaki trochę podrosły, zdecydowaliśmy z mężem, że to jest ten właśnie moment, aby założyć firmę, bo jak nie teraz to pewnie już nigdy się nie odważę. 

Czemu akurat sutasz? Babcia szydełkowała, moja mama robi na drutach, a ja odkryłam istnienie tej techniki haftu na małym lokalnym festynie. Zobaczyłam kolczyki i pokochałam to od pierwszego wejrzenia. Potem szukałam książek, tutoriali. Wtedy w Polsce nie była to znana technika, dlatego sprowadzałam anglojęzyczne podręczniki do nauki i albumy z zagranicy.

Miesiącami się uczyłam, szyłam i prułam. Dużo prułam… I w końcu zamieniłam więc biały apteczny fartuch na kolorowe sznurki sutasz. W końcu kocham kolory!

Czy masz jakieś motto, którym posługujesz się podczas prowadzenia marki? Jeśli tak to jakie i dlaczego takie?

„Soutacheria to biżuteria dla Kobiet, które czują boho vibes”.

Tworzę biżuterię lekką, romantyczną, barwną, inspirowaną naturą, kolorami fauny i flory. Oprócz oczywistej miłości do przyrody – w moich działaniach bardzo ważne jest uszanowanie zasobów planety.

Czyli tworzenie i życie w zgodzie z ideą less waste, dlatego też w mojej pracowni nie znajdziecie zbędnych folijek i owijek, a moje paczuszki wysyłam w kartonikach, które bardzo łatwo poddać recyklingowi. Od początku istnienia marki wyznaję zasadę, że najważniejsze jest wnętrze, czyli biżuteria, a opakowanie musi być estetyczne, ale przede wszystkim ekologiczne.

Dlatego pudełko, jak i papierowy wypełniacz, a nawet tusz ze stempelka, który przybijam – są w pełni biodegradowalne. 

A treść pieczątki to „please reuse or recycle” – zainspirował mnie do tego mój synek, który wciąż „pożyczał” moje pudełeczka, bo świetnie służą na przechowywanie klocków pewnej znanej firmy. To samo teraz polecam moim Klientkom.

Zdradź nam swój bestseller. Co jest w nim takiego wyjątkowego, że mianujesz go bestsellerem?

Mój bestseller powstał zupełnie przypadkowo. Rozrysowałam kiedyś wzór, duży, skomplikowany, misterne zawijasy, zakrętasy – haft soutache to technika, gdzie nie ma ograniczeń.

Docięłam sznurki, zaczęłam szyć… Oczywiście okazało się, ze źle obliczyłam długości i tak „na szybko”, aby uratować wiele minut wcześniejszej pracy – tu dodałam koraliki, tu zawijasek. Przypadkowo powstał wzór, który przez ostatnie lata uszyłam w kilkudziesięciu innych odsłonach kolorystycznych i w sumie kilkuset uszytych egzemplarzach.

A na podsumowanie historii – ten pierwotny model ze szkicu nigdy nie powstał.

Jakie zastosowanie w życiu codziennym mają Twoje produkty?

Każda Kobieta inaczej odpowie na pytanie, czym dla Niej jest biżuteria.

Czasem to dopełnienie stylizacji wieczorowej, innym razem akcent kolorystyczny w biurowej stylizacji, momentami nutka szaleństwa, a niekiedy maleńki błysk przykuwający na chwilę uwagę.

Dla mnie jako dla twórcy to duma, że moje wyroby towarzyszą Klientkom podczas ważnych dla Nich chwil, rodzinnych uroczystości, firmowych eventów, randek, sesji zdjęciowych, ślubów, a także jako upominki dla innych Kobiet.

Czym wyróżniają się Twoje produkty na tle konkurencji?

Tu mogę Was zaskoczyć, ale nie posługuję się w pracy słowem „konkurencja”. Nie podglądam koleżanek, ani ich prac. Nie śledzę nowinek, a także uparcie nie pędzę, aby być na pół kroku przed innymi. To wszystko z bardzo ważnej przyczyny. Wierzę we wspólnotę i w to, że my – twórcy z branży szeroko pojętego rękodzieła, zamiast zaglądać sobie do pracowni i na warsztat, powinniśmy wspólnymi siłami odczarowywać mit rękodzielnika „dłubacza do szuflady” i pokazywać razem, że rękodzieło może być sposobem na życie.

Każdy z nas ma inną wrażliwość, tworzy według swojej wyobraźni i umiejętności. Wszyscy mamy swoich odbiorców, ale wspólnie tworzymy i działamy w jednej „branży” i warto pracować tak, aby pokazać społeczeństwu, że produkt handmade jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Pokażmy, że zakupy w małych rodzimych markach to inwestycja w przyszłość naszej gospodarki.

Z jakich surowców tworzysz swoje produkty?

Może zacznijmy od wytłumaczenia czym są sznurki soutache. Są to specjalnie produkowane (jest zaledwie kilku producentów na całym świecie) płaskie sznurki o charakterystycznym splocie, z różnych materiałów – od bawełny, przez jedwab, po takie intrygujące dodatki jak włókna kawowe, czy metalizowane.

Ja używam sznurków włoskich, ale też sięgam czasem po czeskie, amerykańskie, tureckie, greckie, ale i polskie.

Oczywiście – kamienie i koraliki. Na rynku mamy niesamowity wybór. Ja kieruję się krajem pochodzenia i przede wszystkim jakością. Prym wiodą koraliki z Czech oraz z Japonii.

Inne tekstylia – len, szyfon, tiul, jedwab – wybieram w pasmanteriach. Po prostu to, co wpadnie mi w oko, a potem zastanawiam się, co z tego uszyję.

W mojej pracowni zdarzają się też „zamówienia specjalne”. Klientki wysyłają mi pozostałości po babcinej broszce, kamyk z wakacji, guzik z sukienki, a ja je obszywam haftem soutache, nadając im nowe życie na kolejne lata.

W jakim kierunku chcesz rozwijać swoją markę? Jakie masz plany na przyszłość?

W zeszłym roku udało mi się uzyskać tytuł „Ambasadora Kultury” w kategorii Rzemiosło i Sztuka Użytkowa w plebiscycie organizowanym przez Etnopomorze pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Było to moim osobistym sukcesem i dało mnóstwo energii do dalszego działania.

Uczę się pracować z nowymi materiałami, doskonalę swój warsztat, ale też poszerzam moje własne kompetencje, bo moja firma to ja.

Nie tylko tworzę, ale też pakuję, wysyłam, prowadzę social media, stronę www – https://soutacheria.pl/ i bloga oraz rozmawiam się z Klientkami. Takie pojęcia jak marketing, komunikacja nie mogą być mi obce – i wolny czas (o ile można mówić o wolnym czasie, gdy się zarządza własną firmą, jest się mamą i żoną, ze stadem zawsze głodnych, okolicznych kotełów koczujących na wycieraczce, wiecznie zarośniętym chwastami ogródkiem i domem, który się kurzy sam z siebie, chyba jak wszyscy śpią) poświęcam na naukę nowych rzeczy.

Obecna sytuacja w Europie, ale też światowy kryzys nie sprzyja wielkiemu planowaniu. Moja marka przetrwała pandemię, więc jestem pełna nadziei na dalsze tworzenie i istnienie na rynku.

Staram się działać „tu i teraz”. Oczywiście mam plany na nowe kolekcje na najbliższe dwa lata, ale działam ze świadomością, że wszystko może ulec zmianom i ja też będę musiała się w tej zmieniającej się rzeczywistości odnaleźć.

Do kogo są dedykowane Twoje produkty? Dlaczego taka grupa odbiorców?

Tworzę dla Kobiet kochających kolory, odważnych i pewnych siebie, lubiących unikatowe produkty. Dla Kobiet, które chcą przełamać czasem monotonne stylizacje dodatkami, na których widok można krzyknąć WOW.

Mogłabym powiedzieć, że tworzę dla Kobiet podobnych do mnie (kocham kolory, zaskakujące zestawienia printów i barw), ale byłoby to zbyt dosłowne, bo przez te lata poznałam tak wiele niesamowitych Klientek, tak różnych i fantastycznych Kobiet i tak wiele się nauczyłam patrząc z ich perspektywy.

Jestem wdzięczna za te wszystkie spotkania, a ich efektem są tysiące uszytych przez mnie modeli biżuterii. Wszystkie mają cudowne kolory.

Powiedz nam, co jest dla Ciebie najważniejsze w rozwijaniu własnej marki, aby funkcjonowała na najwyższym poziomie?

Ciągła nauka i doskonalenie swoich umiejętności. Niekoniecznie podążanie za trendami, ale na pewno wsłuchiwanie się w potrzeby Klientek. Tworzenie z uśmiechem, pakowanie i wysyłanie pięknych przedmiotów zrobionych z pasją, bo potem Klientki widzą tę pozytywną energię podczas otwierania paczki.

A osobiście – dla mnie – work and life balance, czyli pamiętanie, że doba ma 24 godziny, ważny jest zdrowy sen, i że praca (nawet najlepsza, dająca ogrom frajdy i satysfakcji) jest tylko jednym z elementów codziennego życia i że warto mieć czas na ciekawą książkę, sesję jogi, spacer za rękę z mężem, a także na rozmowę z dziećmi.

To wszystko jest dla mnie dobrym fundamentem, aby funkcjonować w pracowni na najwyższym poziomie.

Skąd czerpiesz inspiracje twórcze w rozwijaniu własnej marki?

Wszystko, co mnie otacza może stać się inspiracją. Mam w ofercie kolekcję Primavera Ariosa (z włoskiego Zwiewna Wiosna) – są to kolczyki kwiaty, lekkie, duże, romantyczne formy i kształty, gdzieniegdzie z malutkimi kryształkami. Liczą się kolory!

Pomysł powstał, gdy piłam poranną mocną herbatę (zaskoczę Was, ale kawy wcale nie piję) w ogrodzie, patrząc na pąki piwonii pokryte rosą. Przyszły mi na myśl kolczyki w kształcie kwiatów, połyskującymi kryształkami, ukrytymi pomiędzy płatkami, niczym te krople rosy.

Kolekcja ta miała już trzy coroczne odsłony i cieszy się niesamowitą popularnością.

Od jakiegoś czasu mam też w planach kolekcję inspirowaną Bałtykiem z racji tego, że jestem Pomorzanką z wyboru, bo kocham to nasze zimne, szare, granatowe, czasem stalowe morze i chciałabym te kolory, tę zmienność pokazać w pracy twórczej.

Czy jesteś w 100% dumna z tego, co osiągnęłaś? Miałaś jakieś trudności w dojściu do miejsca, w którym teraz się znajdujesz? Opowiedz nam o tym.

Oczywiście! Jestem wdzięczna losowi za szanse, jakie stawały mi na drodze i za miejsce, w jakim dziś jestem.

Jestem wdzięczna Rodzicom, że ich wsparcie pozwoliło mi studiować i ukończyć Akademię Medyczną. Cieszę się, że przepracowałam kilka lat w zawodzie, ale to mój mąż namówił mnie na spełnienie twórczego marzenia i dziś dzięki temu, że jego odwaga udzieliła się i mi, mogę z dumą przedstawiać się:

„Jestem Maja, niedawno skończyłam czterdzieści lat, jestem mamą, żoną i twórcą designerskiej tekstylnej biżuterii w mojej własnej firmie”.

Markę Soutacheria znajdziecie na:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.