Zabłyśnij unikatową torebką wśród znajomych razem z marką INKA!

Nazywam się Agnieszka Marczyńska. Na co dzień jestem żoną i mamą dwójki dzieci oraz właścicielką małej, jednoosobowej firmy szyjącej torebki o nazwie INKA. Mieszkam w mieście z bogatą historią, czyli Głogowie w woj. dolnośląskim. Tutaj mam swoją pracownię na rynku w centrum miasta. Firmę prowadzę od 3 lat, wcześniej pracowałam w kwiaciarni. Chyba żyję po to, by tworzyć. Nie wyobrażam sobie pracy, w której nie mogę zrobić czegoś kreatywnego. Uwielbiam takie manualne zajęcia i lubię cieszyć się ich efektem. Torebki szyję z przypadku, jak dowiecie się w późniejszej części, bo tak naprawdę jestem samoukiem. Wykształcenie mam w całkiem innym kierunku. Wszystkiego nauczyłam się sama. Uwielbiam tworzyć torebki, wymyślać kolejne i mieć poczucie, że one naprawdę podobają się innym.

Facebook: https://www.facebook.com/FashionObag

Agnieszka Marczyńska – założycielka marki INKA.

Twoja marka nosi nazwę “Inka ”. Dlaczego postawiłaś na taką nazwę? Kryje się za nią jakaś historia? Opowiedz nam.

Tak, nazwa mojej firmy nie jest przypadkowa. Kiedyś jadąc autem zobaczyłam na bilbordzie wielkie zdjęcie z Danutą Siedzikówną ps. Inka, Była to młoda i dzielna sanitariuszka, biorąca udział w II wojnie światowej. Coś mnie po prostu tknęło i powiedziałam sobie, że jeśli będę miała córkę dam jej na imię właśnie Inka. Był to dla mnie jakiś symbol siły, odwagi i waleczności. Każdy odradzał mi ten pomysł, ale ja postawiłam na swoim i moja córka dostała imię Inka, które pasuje do niej idealnie. Firma pomalutku, nieświadomie powstawała, właściwie w momencie, kiedy byłam już w ciąży. Po narodzinach córki zaczęłam działać intensywniej, pomysł z firmą dojrzewał. Nazwa właściwie nie była taka oczywista, długo się zastanawiałam, ale stwierdziłam, że zostanie nazwana, tak jak moja córka – Inka, bo właściwie pojawienie się jej na świecie przyczyniło się do tego, że nie wróciłam do pracy, lecz założyłam własną działalność.

Jaka jest specjalizacja Twojej marki? Co znajdziemy w Twojej ofercie?

Główną specjalizacją mojej firmy na początku były organizery do torebek Obag, tym w większości się zajmowałam. Z czasem, kiedy wyszłam z domowej kuchni (bo tam pracowałam rok, zanim miałam swoją prawdziwą pracownię) i przeniosłam się do pracowni na miejskim ryneczku, kierunek mojej działalności trochę się zmienił. Zaczęłam projektować i szyć własne torebki, plecaki i teraz to jest mój kierunek. W mojej ofercie znajdzie coś dla siebie każda kobieta, która lubi mieć coś, czego nie ma nikt inny, lubi wzory, kolory i uwielbia zaszaleć z dodatkami do stylizacji. Moje torebki szyte są często w jednym egzemplarzu lub dosłownie kilku, maksymalnie może cztery takie same szyłam. Zawsze jest coś, co je różni. Dodatkowo szyję też opaski, czapki, kominy itd. Wyszło to naturalnie, po prostu miałam sporo zapytań stacjonarnie o te produkty, więc postanowiłam je wprowadzić.

Co się przyczyniło do stworzenia własnej marki? Dlaczego akurat taka dziedzina?

Wyżej, w pierwszym pytaniu właściwie po krótce odpowiedziałam, co było przyczyną powstania mojej firmy, a mianowicie zostanie mamą po raz drugi. Myślę, że gdyby nie ten moment w moim życiu, nie odważyłabym się na zmiany i wróciłabym do swojej poprzedniej pracy. Kończył mi się urlop macierzyński i stanęłam przed decyzją, co dalej… Wybrałam opcję zajmowania się córką i pracą w domu. Bardzo ciężko było pogodzić wszystko, ale nie chciałam żeby córka poszła tak szybko do żłobka (syn bardzo chorował, bałam się powtórki). Zajmowałam się córką, ogarniałam obowiązki domowe, czasem szyłam, gdy spała, ale najczęściej siadałam do maszyny gdy mąż wracał z pracy i przejmował opiekę nad córką. Szyłam do późnych godzin nocnych. Tak rodziła się moja firma.

Szyłam jakieś drobiazgi już wcześniej, ale nigdy nie myślałam, że będę związana z szyciem na co dzień. Zaczęło się bardzo niewinnie, bo szyłam dla siebie i synka (ubrania), ale stworzone przeze mnie rzeczy zaczęły podobać się wśród moich znajomych, a później już poszło…  Jeżeli chodzi o to, dlaczego szyję akurat torebki, powiem szczerze, że jest to czysty przypadek. Jedna z moich koleżanek nosiła torebki Obag i podpowiedziała mi, że mogę szyć organizery, bo jest zapotrzebowanie na te produkty. Najpierw zaśmiałam się i powiedziałam, że raczej nie, ale kilka dni później jednak spróbowałam i poszło to w dobrym kierunku.  Zaczynałam nieświadomie tworzyć własną markę.

Czy masz jakieś motto, którym posługujesz się podczas prowadzenia marki? Jeśli tak to jakie i dlaczego takie?

Właściwie nie mam takiego konkretnego motta. Ja po prostu chciałabym żeby moje klientki były zadowolone z rzeczy, które wyszły spod moich rąk i trafiły do nich. Ja mam wtedy satysfakcję z tego, że coś robię dobrze na tyle, że uszczęśliwiam innych. Szyję, tak jak ja bym chciała , żeby ktoś uszył dla mnie i głównie tym się kieruję podczas prowadzenia marki.

Zdradź nam swój bestseller. Co jest w nim takiego wyjątkowego, że mianujesz go bestsellerem?

Mam trzy modele torebek, które głównie się sprzedają. Nie mam jednego konkretnego bestsellera. Jeden model jest typowo wielofunkcyjny, średniej wielkości z opcją noszenia przez ramię i do ręki, nadaje się do pracy i codziennego użytku, a co więcej mieści a4. Drugi mniejszy, noszony przez ramię z ciekawym kształtem, a mianowicie półokrągłym, wykończony u góry kominem ściąganym sznurkami, dzięki któremu torebka mimo, że nie jest dużych rozmiarów pomieści sporo rzeczy. Ostatni model to typowa listonoszka, ale nie taka oczywista, bo również z  kominem, który nadaje jej charakter za każdym razem inny, bo używam naprawdę przeróżnych wzorów. Myślę, że trzeba po prostu obejrzeć moje produkty, a wtedy wszystko będzie zrozumiałe.

Jakie zastosowanie w życiu codziennym mają Twoje produkty?

Myślę, że tutaj nie muszę zbytnio się rozpisywać. Torebka jest niezbędnikiem każdej kobiety, czy jest to wyjście do pracy, na imprezę, czy na wakacje. Zawsze zabieramy ją ze sobą.

Czym wyróżniają się Twoje produkty na tle konkurencji?

Hmmm… ja myślę, że powtórzę tutaj zdanie mojej ostatniej klientki „Ale piękne są te rzeczy, naprawdę niepowtarzalne, każda torebka jest inna i takich w zwykłym sklepie się nie znajdzie”. Nawet, jeśli ktoś nie znajdzie tego czego potrzebuje, nic straconego. Mam opcję dostosowania wszystkiego pod konkretną klientkę np. Wzór, kolor materiału, uchwyty, kieszonki itd. Myślę, że w dzisiejszych czasach w dobie masowości, każdy lubi mieć coś czego nie ma nikt inny. Ja daję taką możliwość.

Z jakich surowców tworzysz swoje produkty?

Materiały, z których tworzę to głownie welur obiciowy i tkaniny wodoodporne. Są one bardzo trwałe na otarcia, rozerwania, a przy tym ich dostępność kolorów i wzorów pozwala naprawdę poszaleć i tak, jak w moim przypadku, każda torebka może być inna.

W jakim kierunku chcesz rozwijać swoją markę? Jakie masz plany na przyszłość?

Na ten moment chcę po prostu iść w tym samym kierunku. U mnie wszystko działo się tak naprawdę z przypadku i zbiegów okoliczności i jak do tej pory los mnie dobrze kierował, więc nie będę mu psuć szyków, poczekam na to, co przyniesie mi jutro.

Do kogo są dedykowane twoje produkty? Dlaczego taka grupa odbiorców?

Moje produkty są dedykowane kobietom, które doceniają fakt posiadania czegoś, czego nie zrobiła maszyna tylko realny człowiek z pasją i miłością do tego, co tworzy. Może łatwiej byłoby szyć to, co podoba się każdemu, czyli torebki uniwersalne, ale to nie ja, ja jestem inna i moje produkty również. Lubię wyglądać inaczej. Myślę, że grono kobiet również i moje torebki pomagają w tym, by nawet prosta codzienna stylizacja nabrała innego charakteru.

Powiedz nam, co jest dla Ciebie najważniejsze w rozwijaniu własnej marki, aby funkcjonowała na najwyższym poziomie?

Myślę, że najważniejsze jest utrzymanie dobrej jakości i unikatowości produktów. Jeżeli klientka kupuje u mnie 5 torebkę i za każdym razem widzę u niej uśmiech i niecierpliwość, aż ubierze ją następnego dnia to poziom ten myślę, że zachowuję.

Skąd czerpiesz inspiracje twórcze w rozwijaniu własnej marki?

Chyba nie mam jednego źródła. Czasem po prostu przychodzi paczka z materiałem, otwieram ją i aż przebieram nogami, żeby uszyć coś, co w tym momencie wpadło mi do głowy. Wrzucam zdjęcia na swojego Facebooka i tam wszystko się weryfikuje, dzięki reakcji moich „potencjalnych” klientek. Myślę, że to właśnie ta reakcja ukierunkowuje czy w dobrą stronę poszłam. 

Czy jesteś w 100% dumna z tego, co osiągnęłaś? Miałaś jakieś trudności w dojściu do miejsca, w którym teraz się znajdujesz? Opowiedz nam o tym.

Czy jestem dumna? Z pewnością tak i to bardzo, ale czy w 100%? Hmmm… myślę, że jeszcze sporo przede mną, bo zawsze można coś poprawić w funkcjonowaniu firmy. Jestem pedantką i takie osoby zawsze mają jakiś niedosyt, ale myślę, że to dobrze, bo nie spoczywam na laurach, tylko działam dalej i rozwijam się. Stworzenie czegoś od zupełnego zera wymagało ode mnie sporej siły i wytrwałości. Jestem raczej zachowawcza, a tutaj musiałam zaryzykować i iść w nieznane, więc to także takie osobiste osiągnięcie. 

Trudności zawsze się zdarzają, bez tego człowiek nie doceniałby tego, co ma i co osiągnął. Największą przeszkodą chyba było zmęczenie i ogólnie ciężki czas, zarówno w pracy, w domu z małym dzieckiem i siedzenie przy maszynie, kiedy już wszyscy spali. Później, krótko po rozpoczęciu działalności w pracowni okazało się, że moja córka musi mieć operację serduszka. Miała tylko 2,5 roku… Dla rodziców taka wiadomość w moment przewartościowuje wszystko. Czas po operacji spędziłam z nią w domu, potem znowu pracowałam popołudniami długi czas i nie było łatwo prowadzić działalność na tyle opłacalnie, żeby ją utrzymać, ale udało się. Obie moje INKI dały radę! To jest najważniejsze!

Marka INKA czeka na Was na:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.