Człowiek orkiestra, który poświęcił pracę dla pasji i hobby – wywiad z TOmPi.

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie! Jestem Piotr, Piotrek, Pietras, Pietia, czasem nawet i Piti. Zwał jak zwał. 

Moja krótka historia: Od 2019 roku porzuciłem ówczesną drogę zawodową, aby poświęcić się tworzeniu witraży, biżuterii (w głównej mierze bazującej na szkle witrażowym) oraz szklanych ozdób. Wszystkie etapy tworzenia moich prac wykonuję ręcznie: począwszy od wykreślenia projektu, a na ostatnim polerowaniu kończąc. Dzięki temu każda z nich jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Można w nich dostrzec kawałek serca oraz cząstkę duszy, jaką w nich pozostawiam.

Czujesz się przytłoczony/a i znudzony/a otaczającymi Cię zewsząd rzeczami niczym odciśniętymi z kalki? Jeśli odpowiedziałeś/aś na to pytanie twierdząco to trafiłeś/aś w idealne miejsce, gdyż tutaj z całą pewnością nie znajdziesz, kolokwialnie mówiąc, chińskiego plastiku dostępnego w dyskontach czy sklepach typu „wszystko za cztery pięćdziesiąt”, a jedynie prace, w których, jak już wcześniej wspomniałem, zamknięto serce i duszę.

Założyciel marki TOmPi – Piotr Tomczak.

Facebook: https://www.facebook.com/TOmPi.pracownia

Instagram: https://www.instagram.com/pracownia_tompi/

Patronite: https://patronite.pl/TOmPi

Pinterest: https://pl.pinterest.com/TOmPi_Jewellery/

Twoja marka nosi nazwę “TOmPi”. Dlaczego postawiłeś na taką nazwę? Kryje się za nią jakaś historia? Opowiedz nam.

Generalnie długo zastanawiałem się nad nazwą dla mojej marki. Głowiłem się co tu wymyślić, żeby ludzie mogli bezpośrednio skojarzyć mnie z twórczością artystyczną. Przez to właśnie próbowałem wplatać w nazwę słowo art. Jednym z pierwszych pomysłów była nazwa „Pierre Art”, ale szybko doszedłem do wniosku, że to nie to i szukałem dalej.

W końcu postawiłem na prostotę. Nazwa „TOmPi” jest swego rodzaju akronimem od mojego nazwiska i imienia. Początek „TOm” bierze się od trzech pierwszych liter nazwiska Tomczak, a końcówka „Pi” to nic innego jak dwie pierwsze litery imienia Piotr. Nic nadzwyczajnego, ale uważam, że piękno właśnie tkwi w prostocie. Natomiast użycie wielkich liter w nazwie również nie jest przypadkowe. Wyodrębniając tylko je tworzy się słowo TOP, co ma podprogowo sugerować – informować, że moje prace są właśnie TOP i niebawem opanują rękodzielniczy świat!

Jaka jest specjalizacja Twojej marki? Co znajdziemy w Twojej ofercie?

Początkowo nastawiałem się praktycznie tylko i wyłącznie na witraże. Jednak z czasem dopadło mnie poczucie, że tworzenie samych witraży jest strasznie praco i czasochłonne. Zastanawiałem się co jeszcze można stworzyć, co będzie współgrać ze szkłem witrażowym. Zacząłem więc robić mini witrażyki i różnego rodzaju szklane ozdoby.

Cały czas coś mi podpowiadało, że czegoś mi brakuje. W końcu naszła mnie myśl, czemu by nie spróbować stworzyć jakiejś ciekawej biżuterii. I tak, po pierwszych (niekoniecznie udanych) próbach zacząłem tworzyć również biżuterię, oczywiście w głównej mierze bazującej na szkle witrażowym, ale nie tylko. Właściwie to na chwilę obecną, głównie skupiam się na odkrywaniu i tworzeniu biżuterii i staram się dojść w tej dziedzinie do perfekcji.

Reasumując, w mojej ofercie na dzień dzisiejszy można znaleźć witraże, witrażyki, różnego rodzaju szklane ozdoby i przede wszystkim biżuterię artystyczną w głównej mierze bazującej na szkle witrażowym (ale i nie tylko!).

Co się przyczyniło do stworzenia własnej marki? Dlaczego akurat taka dziedzina?

Po ukończeniu studiów przez rok pracowałem w zawodzie. Chodziłem do pracy od poniedziałku do piątku, od 7 rano do 15 popołudniu. Praca ta nie była najgorsza praca na świecie, ale do moich wymarzonych również nie należała. Pod koniec już się w niej najnormalniej w świecie męczyłem. Nie spełniałem się w niej pod żadnym względem i czułem, że w najbliższej przyszłości raczej się to nie zmieni.

Zacząłem więc się zastanawiać co tu zrobić żeby do końca życia nie utkwić w pracy, w której będę miał poczucie zmarnowanego czasu. W końcu decyzja padła, żeby spróbować stworzyć coś od zera, coś własnego, na co po latach ciężkiej pracy będę mógł spojrzeć z dumą i bez cienia wątpliwości powiedzieć: „TO WŁAŚNIE JEST MOJE MIEJSCE”. Póki co się tego trzymam i choć czasy i branża, jaką sobie wybrałem nie są łatwe, to z optymizmem patrzę w przyszłość i robię wszystko co w mojej mocy, aby osiągnąć swój cel.

Jeśli chodzi o wybór rzemiosła, jakim się param to był to w dużej mierze przypadek lub przeznaczenie. Moja Mama w niedalekiej przeszłości zajmowała się hobbystycznie tworzeniem witraży. Jako nastolatek czasem podpatrywałem jak to robi, ale na tamten czas nie wiązałem z tym swojej przyszłości. Po pewnym czasie również zacząłem hobbystycznie się w to bawić, a że jestem duszą artystyczną to sprawiało mi to dużo przyjemności. Rodzicielka nauczyła mnie podstaw: pokazała mi jak trzymać nóż, jak wycinać szkło, jak włączyć szlifierkę i lutownicę. Reszty nauczyłem się sam metodą prób i błędów. Z upływem dni, tygodni, miesięcy, a potem i lat doszedłem do wniosku, że w sumie nawet dobrze mi to wychodzi, jestem w tym całkiem niezły. I w ten o to sposób staram się przekuć hobbystyczne zajęcie w zawód.

Czy masz jakieś motto, którym posługujesz się podczas prowadzenia marki? Jeśli tak to jakie i dlaczego takie?

Właściwie to mam dwa. Pierwsze z nich to: „Zawsze bądź szczery”. Zawsze, gdy rozmawiam z ludźmi, w tym z klientami, zawsze się tym kieruję. Uważam, że kłamstwo ma krótkie nogi  i jeśli będę próbował zwodzić swoich klientów słodkimi słówkami i obietnicami bez pokrycia to przysporzy mi to tylko więcej problemów niż pożytku. Natomiast drugie to: „Poprzez bycie rękodzielnikiem oddaję ludziom cząstkę swojego serca i duszy”. Brzmi to dosyć poetycko, ale ja tak mam. Mam poczucie, że w każdej ze swoich prac zamykam fragment siebie. Właśnie dzięki temu rękodzieło jest takie wyjątkowe i niepowtarzalne.

Zdradź nam swój bestseller. Co jest w nim takiego wyjątkowego, że mianujesz go bestsellerem?

Moimi pracami, które cieszą się największym zainteresowaniem są szklane medaliony, w których zamykam to co Matka Natura pozostawia nam najlepszego. Można w nich znaleźć różnego rodzaju kwiaty, kwiatostany, liście czy nawet pióra.

Mianuję je moim bestsellerem z tego względu, o którym już wcześniej wspomniałem, cieszą się największym zainteresowaniem wśród klientów. Są one również bliskie memu sercu, ponieważ nawiązują do przyrody, a ona była jest i będzie bardzo ważną częścią mojego życia.

Jakie zastosowanie w życiu codziennym mają Twoje produkty?

Biżuteria, którą tworzę ma za zadanie uwydatnić wyjątkowość i oryginalność osób, które je noszą. Ma podkreślić, że tak nietuzinkową i osobliwą biżuterię wybierają tylko wyjątkowe osoby.

Natomiast przed witrażami i szklanymi ozdobami staje zadanie, aby upiększyć wnętrza naszych domów i rozgonić szarość codzienności, wprowadzając do naszego życia odrobinę kolorów. Chociaż w sumie nie musi to być tylko odrobina. 

Czym wyróżniają się Twoje produkty na tle konkurencji?

Jedno z moich ulubionych pytań. Gro ludzi, z którymi się spotykam wciąż myli moje prace z żywicą epoksydową. Z jednej strony jest to denerwujące, ale z drugiej bezcenny jest widok ich min, kiedy dowiadują się, że nie jest to żywica, a właśnie szkło witrażowe. Rzadko spotyka się szklaną biżuterię, a jeśli chodzi o biżuterię na bazie szkła witrażowego, to ja osobiście nigdy jeszcze z takową się nie spotkałem.

Dlatego uważam, że to jest główny atut, który wyróżnia moje prace na tle konkurencji – prace tego typu na bazie szkła, szkła witrażowego. Uważam również, że mocnym punktem moich dzieł jest precyzja wykonania. Każdej rzeczy, która wychodzi spod moich rąk poświęcam tyle czasu i uwagi jakbym robił ją dla siebie.

Z jakich surowców tworzysz swoje produkty?

Jak już wcześniej wspominałem, moje prace tworzę w głównej mierze na bazie szkła witrażowego. Nie mógłbym obyć się również bez miedzi, cyny i oczywiście bez darów Natury, m.in. kwiatów. Czasem korzystam również z tkanin, rzemieni, czy minerałów. Generalnie ze wszystkiego, co akurat podpowiada mi natchnienie i intuicja mówi, że to może się spodobać ludziom. W końcu robię to dla nich.

W jakim kierunku chcesz rozwijać swoją markę? Jakie masz plany na przyszłość?

Póki co staram dotrzeć się do jak największego grona odbiorców i szlifować mój warsztat, tak aby jak najwięcej ludzi mogło nacieszyć swoje oczy wyrobami jak najwyższej jakości. Nie mam aktualnie planów na parę lat do przodu, ponieważ wiele zmienia się z miesiąca na miesiąc, a czasem nawet z tygodnia na tydzień.

Kilka razy byłem w sytuacji, że miałem plany na pół roku do przodu, po czym coś się wydarza nieoczekiwanego i cały plan bierze w łeb. Nie wykluczam, że z czasem moje nastawienie się zmieni, ale na chwilę obecną to przede wszystkim dostarczać jak najlepsze prace do jak największej ilości ludzi.

Do kogo są dedykowane twoje produkty? Dlaczego taka grupa odbiorców?

Chcąc nie chcąc biżuteria w głównej mierze kierowana jest do kobiet. Oczywiście mam w swoim portfolio również rzeczy, w których także mężczyźni nie powstydziliby się pokazać i staram się tworzyć ich coraz więcej.

Natomiast jeśli chodzi o witraże i szklane ozdoby to tu już nie ma preferencji, jeśli chodzi o płeć, wiek, poglądy, czy o cokolwiek innego. W tym przypadku tak samo jak z resztą i w przypadku biżuterii są to osoby z artystycznymi duszami, które doceniają rękodzieło i mają wręcz potrzebę posiadania czegoś wyjątkowego. Czegoś czego nie będą w stanie znaleźć nigdzie indziej.

Powiedz nam, co jest dla Ciebie najważniejsze w rozwijaniu własnej marki, aby funkcjonowała na najwyższym poziomie?

Nawiążę tutaj do jednego z moich mott. Przede wszystkim trzeba być szczerym i uczciwym w stosunku do klientów. Nie mydlić im oczu i przedstawiać sytuację taką jaka ona jest. Hipotetycznie: jeśli dostaję zamówienie i wiem, że najszybciej będę w stanie je zrealizować za dwa tygodnie to nie obiecuję, że będzie ono gotowe za 4 dni tylko po to, żeby utrzymać klienta.

Krótko mówiąc, traktuję klientów w taki sposób w jaki sam chciałbym być traktowany przez innych usługodawców. Drugą równie ważną sprawą jest ciągłe doskonalenie warsztatu, tak aby moje prace z miesiąca na miesiąc, z roku na rok były coraz lepsze. Żebym nie musiał wstydzić się pokazując je światu, a wręcz przeciwnie, żebym czuł przepełniającą mnie dumę widząc osobę przechodzącą obok mnie na ulicy, która niesie na sobie cząstkę mojego serca i duszy.

Skąd czerpiesz inspiracje twórcze w rozwijaniu własnej marki?

W głównej mierze polegam na swojej wyobraźni i natchnieniu. Czasem Mama podpowie jakiś ciekawy pomysł, czasem Dziewczyna. Zdarzy się, że i Tata wspomoże. Dużo czerpię z przyrody, która nas otacza dookoła. Ostatnio zacząłem zgłębiać naszą słowiańską mitologię i dała mi ona fajnego kopa do działania. Staram się nie pozyskiwać zbyt wielu inspiracji z internetu, ale nie ma się co oszukiwać, żyjemy w takich czasach, że nie da się przed tym uciec i zawsze coś tam się podpatrzy.

Czy jesteś w 100% dumny z tego, co osiągnęłaś? Miałeś jakieś trudności w dojściu do miejsca, w którym teraz się znajdujesz? Opowiedz nam o tym.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale myślę, że mogę powiedzieć z przekonaniem, że jestem dumny w 100%. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko co robię jest idealne, ale z każdym dniem się poprawiam.

Czy miałem trudności? Oczywiście, że miałem. Powiem więcej, nadal je mam i zapewne niestety w przyszłości również one będą. Jeśli się chce coś w pojedynkę zbudować od zera to trzeba liczyć się z tym, że łatwo nie będzie. Należy przygotować się na to, że trzeba być chodzącym człowiekiem orkiestrą. Począwszy od producenta przez fotografa, grafika, marketingowca, specjalisty od social-mediów, handlowca, kuriera, a po sformalizowaniu działalności również księgowego i na doradcy podatkowym kończąc. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałem, a nawet jeśli to nie ma to teraz większego znaczenia. Nie poddaję się i prę do przodu.

Na zakończenie przypomniało mi się jeszcze jedno motto, które towarzyszy mi w tej rękodzielniczej podróży: „Prawdziwym przegranym jest dopiero ten kto się poddaje”.

Markę TOmPi znajdziecie na:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.